Elektroniczny dozór sądowy to ostatnio bardzo popularny temat. W Polsce wciąż jeszcze jest to zupełna nowość, ale na Zachodzie i w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje już od jakiegoś czasu z wielkim powodzeniem. W naszym kraju system ten zaczął działać od 1 września 2009 roku, ale jednak wciąż bardzo dużo w nim niedociągnięć. Już w chwili jego uruchomienia okazał się on całkowitym niewypałem, głównie ze względu na zbyt duże koszty. Nie przewidziano bowiem, że wpłynie aż tyle wniosków o areszt domowy. Choć pism o elektroniczną bransoletkę złożyło ponad 300 więźniów, to jednak zaledwie 18 z nich ją dostało. I choć elektroniczny dozór miał za zadanie zlikwidowanie przeludnienia w więzieniach, to jednak póki co, jest to raczej nierealne. W Polsce bransoletki miały posłużyć do monitorowania tych, którzy popełnili raczej drobne przestępstwa, jak na przykład jazda pod wpływem alkoholu bądź długi alimentacyjne. Pomimo tego, że jasno to zostało zaznaczone, to do sądów wpłynęło wiele pism od skazanych recydywistów, którzy kompletnie nie mają szans na skorzystanie z elektronicznego dozoru. Sądy tracą więc czas i pieniądze na odpowiadanie na kolejne pisma, a wystarczyłoby, żeby skazany lepiej przeczytał ustawę.



Mapa Strony